Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 914 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pomnik Polaka męczennika

poniedziałek, 23 czerwca 2014 21:13
Skocz do komentarzy

 Wakacyjna lektura

 

Wakacyjne pisma publikują artykuły o pracoholikach, o stresie związanym z pracą, a także o wartości wypoczynku. Podaje przykłady gospodarek Niemiec, Danii, Polski i Grecji. Wylicza średnią ilości godzin przepracowaną przez mieszkańców tych krajów, średnią długość ich urlopów, by zestawić z rezultatami ich pracy (PKB gospodarek). Pierwsze dwa narody (Niemcy, Duńczycy), zdaniem tygodnika, są mniej zapracowane, za to więcej (i lepiej) produkują. O dwóch następnych nacjach (czyli o Grekach i o nas, Polakach) powiedzieć można coś wręcz odwrotnego – przynajmniej w interpretacji tygodnika.  My, Polacy, jesteśmy zabiegani, zestresowani, przez co - mniej efektywni, wypracowujemy mniej. Nadmiernie długi czas spędzany przy pracy zdaje się nie służyć efektom. Wniosek – należy pracować mniej, za to – lepiej.

 

Rzeczywiście,  wydaje się, że nasz,  nowo nabyty w wyniku przekształceń polityczno – społecznych, kult pracy wydaje się nierzadko ślepy. Odnoszę wrażenie, że często czujemy się zobligowani do pracy, nie czując przy tym (ani nie dbając) o poczucie satysfakcji. Praca wręcz nas poniża. Ale to nic, skoro wszyscy na około nas zdają się być równie poniżeni. Być może przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta. W przeciwieństwie do przedstawicieli nacji, których gospodarki są o wiele bardziej rozwinięte niż nasza, zwyczajnie nie jesteśmy w stanie znaleźć pracy, która by nam odpowiadała . Z pracą i płacą jest w Polsce, przecież, zazwyczaj krucho. Ale przy świadomości tego stanu rzeczy, czy naprawdę szukamy pracy satysfakcjonującej i rozwijającej? I jak dużo my, zarówno pracownicy, jak i pracodawcy, zastanawiamy się nad efektywnością naszej pracy?

 

Na około siebie widzę zabieganych ludzi, którzy wiecznie nie mają czasu. Z wielu zadań, nad którymi pracują, żadne zdaje się nie być rozwiązane dobrze. Czy w dziesiątej godzinie pracy rzeczywiście przysporzymy pracodawcy zysku? A może wszystko nam się plącze, popełniamy błędy, które ktoś później będzie musiał naprawiać  przeznaczając na to dodatkowy czas? Czy aby nie my sami znów zostaniemy po godzinach, żeby rozwiązać problemy, które stworzyliśmy? Jeśli tak, to po co nam była zmiana systemu? Uciekliśmy od komunizmu, tymczasem jak wypisz wymaluj pasuje tu powiedzenie: „Socjalizm to heroiczna walka z problemami, które sam tworzy”. Tyle, że to już nie socjalizm. Może jednak, pod pewnymi względami nie uciekliśmy wcale tak daleko, jak nam się wydaje?

 

Nie daleko od komunizmu

 

Jest taki komiks, „Wilq”. Wprawdzie nie czytałem, ale ponieważ akcja rozgrywa się na opolskim osiedlu, na którym spędziłem dzieciństwo, zainteresowałem się jego treścią. W internetowej encyklopedii wyczytałem, że bohater komiksu pracuje w agencji reklamowej wykonując bezsensowną pracę kopiowania dokumentów z Corela do Photoshopa. Być może nasze tuzy menagementu  i tytani pracy kreatywnie rozwinęliby ten proces. Jeden dział firmy kopiował by z Corela do Photoshopa, odsyłał drugiemu działowi, a tam proces zostałby odwrócony. Godziny pracy przepadłyby na bezsensownym kopiowaniu z Photoshopa do Corela. No tak, nadaje się to do filmu autorstwa Barei. Zdaję sobie sprawę, że w realnym socjalizmie (jeżeli ten by jeszcze istniał) skala podobnych zjawisk byłaby nieporównywalnie większa. Dlatego też, zapewne, przez swoją niewydolność, komunizm splajtował.

 

Klapa poprzedniego systemu nie oznacza jednak, że powinniśmy patrzeć na to, co nas otacza, bezkrytycznie. W końcu za kilka dekad nasze czasy też mogą, przynajmniej w jakiejś mierze, śmieszyć. I być może równie komicznie, jak dawni sekretarze partyjni, prezentować się będą kapłani nowego porządku: drugiego garnituru managerowie importowani z zachodu, a także wiecznie zabiegani pracownicy. Śmieszyć będą cv-ki pisane przez kandydatki i kandydatów na najbardziej proste prace, marginesy listów motywacyjnych na kartce A4 mierzone linijką przez gorliwych rekruterów. Czy aby spełniają normę listo-pisania? Znamienne jest przy tym, że kiedy Bareja  tworzył swoje scenariusze i gagi, jego współpracownicy dziwili się. Dlaczego on naśmiewa się z normalnego toku rzeczy? (Czy miało znaczenie, że reżyser ów żywo interesował się historią, przez co zyskiwał szerszą perspektywę na teraźniejszość?)

 

Jak tu być współczesnym Bareją, tropicielem nonsensów w rzeczywistości, która wydaje nam się właściwie pozbawiona wad? Czy receptą jest wspomniana nauka historii? A może - bardziej ogólnie – szerokie horyzonty, zainteresowania? Czy gdybyśmy widzieli coś poza naszą pracą i dążeniem do najłatwiej określonego celu (zarabianie, samochód, mieszkanie) – rzeczywistość otworzyła by się przed nami nowymi możliwościami, kreatywnymi rozwiązaniami? A może i, koniec końców, zyskałby na tym nasz portfel?

 

Jak to? Oczywiście z perspektywy ślimaka pełzającego po gruncie to, co teraz piszę, może wydawać się bajką z Tysiąca I Jednej Nocy. Bujasz z głową w obłokach i z tego bujania nagle pełna jest sakiewka. Ale kto by pytał ślimaka o znajomość prądów powietrznych? Zrozumie mnie raczej albatros, który godzinami szybuje bez wysiłku, bez machania skrzydłami, niż wiecznie zalatana mucha, która ciągle przysiada, by odpocząć. Pytanie kto lata bardziej efektywnie można zostawić bez odpowiedzi.

 

No tak. Rozum rozumem i może rzeczywiście warto go ćwiczyć jak mięśnie na siłowni. Ale czy człowiek w swoich wyborach postępuje racjonalnie, zgodnie z tym co podpowiada logika? Ile razy działamy pod wpływem presji, nieracjonalnych lęków, popędów? Zdarza się, że wielkie domy, budowane przy ogromnych wyrzeczeniach swoich właścicieli, stoją niemal puste: dzieci wyjechały za chlebem do Anglii, albo zwyczajnie chcą mieszkać „na swoim”. Niechciane, drogie ubrania wiszą w szafach karmiąc mole, zaś tłuszcz na brzuchu przyrasta od jeżdżenia autem po papierosy do niedalekiego kiosku. Palenie papierosów – bardzo mądra rzecz, swoją drogą.  

 

Alternatywy, jakie alternatywy?

 

I być może po to jest właśnie odpoczynek, żeby wyrwać się z kolein naszych przyzwyczajeń. Potrzebne jest nabranie dystansu, reset umysłu, który biega jak chomik w kole, między pracą, kredytem na mieszkanie i samochód, wychowywaniem dzieci i czynnościami domowymi.

 

W społeczeństwach większego niż u nas dobrobytu, niektórzy świadomie odrzucają pogoń za pieniędzmi, chcąc żyć skromniej i mieć więcej czasu. W Polsce odrzucenie wyścigu wydaje się wiązać z życiem naprawdę skromnym, o ile w ogóle możliwym. Trudno przecież porzucić potrzebę zaciągnięcia kredytu na skromne chociażby mieszkanko – trzeba w końcu gdzieś mieszkać. Dobrowolnie nie mieć samochodu – też właściwie rzecz niesłychana. Poza tym – co powiedzą sąsiedzi i rodzina? Odpoczywasz? Przyznajesz się do więc do lenistwa? Rzeczy niesłychana. Próżno w Polsce szukać hipisa, może tylko jakiś buddysta się czasem trafi.

 

Polakowi trudno znaleźć jakiś alternatywny styl bycia wobec dwóch zasadniczych możliwości. Albo dołączy do wiecznych narzekaczy (słusznie czy nie, w końcu trudno o perspektywy np. w Kotlinie Kłodzkiej), albo – do zapracowanej społeczności bogacących się. Wydaje się, że jedynie Kościół nawołuje do umiaru w gromadzeniu dóbr materialnych. Ale kto dziś ufa Kościołowi… i jego przedstawicielom w wypasionych brykach? Tak, tak – są i tacy księża jak arcybiskup Nosol z Opola, który gotuje sobie sam i nie dba o zbytki. Są też zakonnicy, którzy składali śluby ubóstwa. Jednak powszechny obraz przedstawicieli Kościoła nie zachęca do ascezy.

 

Ja i tak tworzę własne wizje, dochodząc nieraz do wniosków dziwnych. Na przykład takiej: żeby osiągnąć jakiś cel, nie należy dążyć do niego bezpośrednio. Człowiek jest na tyle niemądry, że i  tak się w tym wszystkim pogubi. Niemniej jednak – czasem ma zadziwiający instynkt. Mam też wrażenie, że w dojściu tam, gdzie chcę dojść, ogromne znaczenie ma praca nad swoim umysłem, wzbogacanie się wiedzą, umiejętnościami i  doznaniami pozornie nie związanymi z celem.  Jestem wygadany, więc prędzej się dogadam. Mam zainteresowania, przez to moja perspektywa jest szersza. Coraz trudniej ze mną o konflikt, co  zresztą przychodzi to z wiekiem.

 

Czasem spotykam się z zarzutem, że oczekuję, że sprawy same się potoczą bez mojej ingerencji i starań. Być może jest to moją wadą.  Z drugiej strony, tak to właśnie bywa. Machnę nieraz ręką i lepiej na tym wyjdę, niż gdybym nie wiadomo jak się naprężał, pocił, starał. Nie chce mi się naprawiać samochodu i odkrywam, że łatwiej jest poruszać się komunikacją miejską – wychodzi dużo taniej i bezstresowo. Jeszcze lepiej jest chodzić piechotą, skorzysta na tym moja kondycja, o kieszeni nie wspominając. Od wysiłku fizycznego poprawia się nastrój i rośnie pewność siebie. Mam siłę na jeszcze wiele spraw. Innym razem zamiast pracy typu „muszę coś przecież robić, żeby zarobić i przeżyć”, otrzymuję posadę, dzięki której mogę się rozwinąć, a i płacą lepiej. Moje dziecko dobrze się uczy, bo nikt mu o tym „nie truje” i nie zadręcza setką dodatkowych zajęć, jak rodzice którzy dopiero co dorwali się do nowych, kapitalistycznych możliwości. Jest w nim luz, nie ma lęku. Nie pierwszy raz test poszedł mu najlepiej w całej klasie. Chyba rzeczywiście nie ma sensu się specjalnie w życiu wysilać.

 

Co  z tą pracowitością?

 

Zaraz, zaraz. A może zagalopowałem się troszeczkę. Leżę na plaży, jest ciepło, jest optymistycznie, rzekł bym. W rękach mam czasopismo, które okrywa przede mną nową prawdę, której ulec mam, oczywiście, tak jak i innym prawdom ulegać miałem. Zapatrzony (jak to my, Polacy) w zachód, w kraj naszego bogatego sąsiada, bezkrytycznie przyjmuję sprawnie napisany tekst, który ma być receptą na życie wygodne, dogodne, na poziomie (do którego wszyscy aspirujemy). Może warto wbić kilka szpilek w ten balon? Zadać kilka pytań? Kto pracuje na dobrobyt państw zachodnich? Gdzie kupują swoje ubrania? Kto u nich sprząta? Jak wygląda poziom ich edukacji? Kto pisze ich programy komputerowe? Czy mają przeszłość kolonialną (wiem, że akurat Niemcy – nie, ale Wielka Brytania – jak najbardziej). Dzięki komu istnieją ich fortuny? Własnej wybitnej pracy? A może nasi sąsiedzi są – po prostu – rozleniwieni, co wcześniej czy później odbije się im czkawką? Zresztą czy Niemcy zawsze byli bogaci?

 

Popatrzmy teraz na Polskę od innej strony. Mimo wszystkich naszych przywar i niepowodzeń, w ujęciu ostatnich dwudziestu czy dwudziestu pięciu lat jesteśmy najszybciej rozwijającą się gospodarką w Europie. Młodzi drzwiami i oknami walą na studia wyższe. Nasza edukacja podstawowa i średnia, ponoć, bije na głowę analogiczną w krajach dawnej Europy zachodniej, zwłaszcza w naukach ścisłych. Badania pokazują też, podobno, że nasze społeczeństwo ma wysoki iloraz inteligencji. Wszystko to są czynniki, dzięki którym średnio zamożne i biedne kraje, odniosły sukces ekonomiczny. (Nie każdy zdaje sobie na przykład sprawę, że Korea Południowa była pół wieku temu jednym z najbiedniejszych krajów świata.)  Czy my, droga Polityko  nie zawdzięczamy naszych sukcesów ciężkiej pracy? Czy to lewicowe ponoć pismo nie ulega z gruntu kapitalistycznej myśli: „skoro jesteś taki mądry, to dlaczego nie jesteś bogaty?” Już oczami wyobraźni widzę tych tępych dziedziców fortun, którym to pytanie poprawia humor.

 

Bez żmudnej pracy i dziesiątek, o ile nie setek, prób, naszych domostw nie rozświetliłyby żarówki. Przynajmniej nie pod koniec XIX wieku. Nie powstały by wybitne dzieła sztuki, nie zebrano by funduszy na spektakularne wytwory inżynierii czy architektury. I teraz chyba doznaję iluminacji: w życiu trzeba często wypośrodkować wiele opinii, wiele za i przeciw. Proste recepty są ponętne, ale jakże często wiodą na manowce. Równość społeczna miała nas zaprowadzić do raju na ziemi. Potem rozwiązaniem miały być wartości XIX wiecznego kapitalisty – ciężka praca, egoizm, pazerność. Teraz niektórzy, dla odmiany, proponują nam lenistwo w świecie, w którym wszystkie prace wykonają za nas maszyny… a może, tak naprawdę, niestety -  trzeci świat? Większość ludzkości żyje przecież w ubóstwie, czego nie dostrzegamy w naszej spasionej (i czasem może rozleniwionej) Europie. I to oni, biedacy, szyją nasze ubrania.

 

 Po mojemu

 

Powiadają, że wszelkie zmiany należy zaczynać od siebie. Tworzę więc pomału zasady własnego działania, wzbogacając je o coraz to nowe doświadczenia.

 

Ważne jest umiejętne łączenie pracy z wypoczynkiem, skupianie się uzyskiwaniu jak najlepszych efektów, nie zaś praca – sama w sobie. Sądzę, że już samo zrezygnowanie z cenienia każdej pracy, jaką wykonamy, jest wartością samą w sobie, krokiem we właściwą stronę. Nie cieszmy się przeto z niewyspania i własnego heroizmu, tylko skupmy się na rozwiązywaniu problemów, kreowaniu rozwiązań, a nawet – na stwarzaniu nowych możliwości. Tu znakomicie można wykorzystać korzyści z czasu wolnego, z poszerzania horyzontów, z wiedzy, doświadczenia. One wpływają na naszą kreatywność. Jeden dobry pomysł może zaoszczędzić dowolną ilość czasu – warto o tym pamiętać i stale sobie to powtarzać.

 

Doradzają to różni spece i słusznie – dzięki zainteresowaniom łatwiej znaleźć wspólny język z różnymi ludźmi, łatwiej się porozumieć, łatwiej pracować i, wreszcie, łatwiej zostać docenionym. Mówię tu też o docenieniu monetarnym – to nic złego, jeżeli wynika z uczciwej pracy.

 

Warto cenić siebie. Swoje doświadczenia, które może doprowadziły do rezultatów będących nam nie w smak, też możemy uznać za bardzo cenne i zbudować na nich nowe rozwiązania. Wiele rzeczy jest kwestią perspektywy i odpowiedniego przedstawienia, PR-u można powiedzieć. Jednak sam PR- nie wystarcza.

 

Zastanawiam się, dlaczego tak rzadko słyszę słowo „wiarygodność”. Owszem – funkcjonuje w kontekście banków, instytucji zaufania publicznego, jednak słabo z „wiarygodnością” w odniesieniu do jednostki.  Tymczasem, zaufanie, jakim się nas darzy jest niezmiernie istotne. Dlatego: 1.Pracuję tak dla efektu, a nie dla poczucia zmęczenia, które ma dowieść mojej wartości jak i wartości pracy, którą wykonuję. 2.Nie mówię, że coś będzie zrobione, kiedy są małe szanse powodzenia. 3.Osiągając efekty zyskuję na wiarygodności. 4. W wyniku tego powierzane mi są bardziej ambitne zadania 5.Zarabiam więcej. 6. Zyskują wszyscy.

 

Zresztą, jeżeli nie wierzysz, warto postawić się w sytuacji odwrotnej, kiedy to my mamy pod sobą pracowników. 1. Zatrudniam pracownika 2. Pracownik pracuje efektywnie, rozwiązuje problemy, poddaje pomysły 3.Kiedy trzeba karnie słucha, innym razem wykazuje się kreatywnością 3. Jeżeli mówi, że coś będzie zrobione – to tak rzeczywiście się staje, czasem nawet z efektem lepszym, niż planowany 4.Widzę, że ten człowiek nie toczy ze mną gry, że naprawdę mu zależy i że dobrze pracuje 5. Co robię?

 

Błąd! Ktoś powie. Jako polski szef mam cie w nosie i chcę wycisnąć z Ciebie wszystkie soki. Chcę cie wykorzystać i porzucić. Na twoje miejsce jest dziesięciu chętnych. Popracują na bezpłatnym stażu, powiem im coś tam o perspektywach na rozwój. Cóż – nie każdy szef jest wyzyskiwaczem, zresztą – czas pokaże, jak skończą ci, którzy nie szanują swoich pracowników. Wiele krajów odrobiło już tą lekcję.

 

Ale warto tez cenić innych. Wciągać ich do współpracy, kierując się zasadami: 1.robię wszystko, żeby być wiarygodnym i nie tracić swojej wiarygodności 2. możliwy jest układ, w którym wszyscy zyskują, nikt nie traci 3.tylko taki układ mnie interesuje. 4.gram zespołowo, „wzmacniając” innych w grupie. 5.oczywiście pamiętam, że muszę z czegoś żyć, jednak zakładam że pieniądze nie są najważniejszym celem i że przychodzą same, jako rezultat powyższych.

 

Rezultaty pracy będą zapewne lepsze, bogatsze, ciekawsze, kiedy oparte będą o doświadczenia różnych ludzi, o różne podejście do świata. Natomiast inicjatorowi zdarzenia pozostanie też trochę wolnego czasu, który może na przykład poświęcić na sport. W zdrowym ciele zdrowy duch. Z lepszą kondycją i z lepszym samopoczuciem (wysiłek fizyczny wyzwala endorfiny) będzie pracował znacznie bardziej efektywnie. Wysiłek fizyczny powoduje też wzrost pewności siebie.

 

Tutaj lekcja od społeczeństw „zachodnich”. Jak już pisałem, warto czerpać z bardzo różnych doświadczeń. Nacje z długą tradycją mieszczańską (tam, gdzie feudalizm zakończył się stosunkowo dawno) wypracowały tradycję kompromisu. Wartością tam cenioną jest umiejętność rezygnacji ze swoich doraźnych korzyści dla dobra sprawy czy kolektywu. Naszym częstym błędem jest, że w reakcji na „polskie piekiełko” reagujemy postawami egoistycznymi, czy też zawiązujemy koalicje przeciwko innym. Tym samym sami dokładamy drew do polskiego piekiełka.

 

Być może czasem trzeba zainspirować się myślą chrześcijańską i „nastawić drugi policzek”? Pomóc temu, który był nastawiony wobec nas źle? Zaś alternatywą dla koalicji „przeciw” może być koalicja wspólnych korzyści zgodnie z zasadami fair play.

Warto zainspirować się sportem. Sukces osiąga się przez systematyczność w treningach. Tak samo jest z nauką, sądzę też, że z relacjami międzyludzkimi. Współpraca musi się docierać nieraz przez wiele lat, po których ludzie rozumieją się „bez słów”. Sądzę, że w sytuacjach zawodowych ludzie rozstają się ze sobą często zbyt pochopnie, lub też wiążą się powierzchownie z wieloma podwykonawcami. Przypomina mi się pewien, wiecznie zapracowany i chyba nigdy nie zadowolony (ze współpracowników i klientów)polski przedsiębiorca. Gdyby przystanął na chwilę, spróbował zrozumieć swojego współpracownika, dał też współpracownikowi zrozumieć siebie… Gdyby… lecz niestety – on NIE MA CZASU, jest przecież tak zajęty. Nawet w niedzielę. Trzeba go zrozumieć, docenić i nie zadawać pytań. Powinien mieć pomnik w każdym polskim mieście. Pomnik Polaka męczennika.

 

Miej świadomość

 

Pracować tylko tyle, ile trzeba, za to jak najlepiej – czy tak się da w Polsce? W wakacje, kiedy to czytałem na plaży artykuł, kilka kilometrów w głąb lądu, widziałem upadłe miasteczka, w których żyje się z dnia na dzień. Trudno mi powiedzieć, czy ludzie tam obecni rzeczywiście mają wybór stylu życia. Ba! Nie wiem nawet czy i większe miasta dają nam duże pole do efektywnej pracy z maksymalnym wykorzystaniem naszych umiejętności. Wiem, jaką rozpacz i frustrację czuje często młody człowiek wchodząc na rynek pracy. I mnie samego, już nie tak młodego, dopada często przygnębienie zmieszane z frustracją.  Z drugiej strony, chyba nawet w najcięższej sytuacji warto mieć w tyle głowy świadomość, że istnieje inny sposób na osiąganie celu niż szarża z bagnetem na czołg (lub wyrabianie mało produktywnych nadgodzin) by wykorzystać tą wiedzę przy pierwszej nadarzającej się okazji. (Sam bardzo dużo zyskałem, wiecznie się dokształcając w kilku dziedzinach.) Wielu żyje w nieświadomości - trudno więc, żeby mieli duże szanse na poprawę swojej sytuacji.

 

 

Artysta Zaściankowy,

Bartosz Milewski

Podziel się
oceń
1
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  167 943  

następny tekst już za:

O moim bloogu

Odsłona literacko-tekściarska Artystów Zaściankowych. O kraju, obyczajach, architekturze, sztuce, a także najnowsze wieści dotyczące działalności grupy. Grupa Artyści Zaściankowi zawiązana z...

więcej...

Odsłona literacko-tekściarska Artystów Zaściankowych. O kraju, obyczajach, architekturze, sztuce, a także najnowsze wieści dotyczące działalności grupy. Grupa Artyści Zaściankowi zawiązana została w marcu 2007 roku przez dwóch studentów krakowskiej ASP, Bartosza Milewskiego i Karola Wilka. Jej skład ulega zmianom. W kręgu ich zainteresowań znajdują się: malarstwo, fotografia, video i inne.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Lubię to

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 167943
Wpisy
  • liczba: 189
  • komentarze: 858
Bloog istnieje od: 3777 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl