Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 914 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Obcy w szkole. Czyli – jeżeli nie wiesz, jak coś zrobić, rób po swojemu, a wyjdzie

środa, 29 stycznia 2014 13:52
Skocz do komentarzy


  „Stawonogi pojawiły się już w kambrze. Są najliczniejszą grupą zwierząt na ziemi, która 
opanowała wszystkie środowiska. Mimo to nie udało im się zdominować świata w taki sposób w jaki uczynili to ludzie. Nie osiągnęły też takich rozmiarów jak kręgowce.”

 

  To jedna z pierwszych kwestii filmu „Obcy w szkole”, produkcji która miała być najpierw żartobliwym filmem realizowanym w ramach zajęć w szkole średniej. Cel jednak szybko uległ zmianie i stał się trochę bardziej ambitny. Wydłużył się też czas realizacji, który początkowo miał wynieść może pół roku. Wraz z wieloma przestojami i perypetiami ciągnął się jednak przez ponad dwa lata, chociaż wszystkie zdjęcia powstały w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy. Dodać należy, że działo się to właściwie przy braku jakichkolwiek funduszy (bo czy można brać na poważnie dwadzieścia sześć złotych, oficjalny budżet filmu, za który wykonana została plansza z przekrojem owada?) W międzyczasie przestałem pracować w liceum ALA we Wrocławiu, w której film powstawał. (Funkcjonuję jednak w tym samym budynku prowadząc zajęcia fotografii w Studium ABRYS.)

 

  Fabuła miała być naiwnie wręcz prosta. Wszystko, co potrzebne do realizacji winno też znaleźć się pod ręką, w szkolnym budynku i wokół niego. Wyposażony we własny sprzęt do filmowania (lustrzankę Canona 5d wraz z zewnętrznym mikrofonem) rozpocząłem zdjęcia. Początkowo nie mieliśmy nawet oświetlenia. Dwa szkolne światła pojawiły się na planie nieco później, jednak jeszcze bez filtrów korekcyjnych, emitowały więc nie zawsze pożądaną żółć. Następnie doszły dodatkowe lampy budowlane. W końcu na własny użytek dokupiłem cały zestaw korekcyjnych i różnokolorowych filtrów, żeby zrobić „Idziaka”, a może „CSI: Miami” na miarę szkolnych możliwości. Filtry nie były żaroodporne, więc folia w styczności z gorącymi lampami topiła się na brzegach wydzielając nieprzyjemny zapach.

 

  Główną rolę w szkolnej superprodukcji otrzymał Andrzej Boroński, uczeń prowadzonych przeze mnie zajęć twórczego pisania. Na co dzień człowiek lubiący własne dowcipy, głośny – tu dostał rolę milczącą. Wielkim plusem Andrzeja była jego punktualność, systematyczność i kondycja fizyczna, która pozwoliła mu przetrwać wiele dubli. Poza tym miał pewne doświadczenia aktorskie. W miarę rozszerzania się scenariusza największy popis dobrego pisania na czas dała Ola Niedźwiecka (którą na filmie możemy zobaczyć w scenie przy stolikach). Osoba inteligentna, sumienna, posiadająca duże zdolności organizacyjne, z charakterem tak wyrazistym jak nieodłączna ciemnoczerwona pomadka,. Bank pomysłów scenariuszowych i operatorskich stanowili inni uczniowie, których nie sposób tu wszystkich wymienić.

 

  Zgodnie z moimi przypuszczeniami i kiedy przyszło do filmowania, na młodych ludziach się nie zawiodłem. (Miałem przecież bardzo pozytywne doświadczenia z czasów, kiedy sam byłem w ich wieku). Często świetnie się z nimi bawiłem pisząc czy filmując. Inaczej pracowało mi się z nieco starszymi. Tu opór i brak entuzjazmu był większy. Zapewne i inne uczucia dochodziły do głosu. Niemniej jednak znalazły się wyjątki. Z pomocą przyszedł twórca filmowego kostiumu, nauczyciele przedmiotu fotografia, z których jeden jest z zawodu reżyserem teatralnym, gra na scenie, w naszej produkcji wcielił się w nauczyciela biologii.

 

  Często błędnie zakładamy, że jeżeli druga osoba w układzie zyska, my musimy stracić. Albo: że to ja muszę wszystko robić za wszystkich. Wierzę w układ, w którym każdy zyskuje. Żeby tak złożony w gruncie rzeczy projekt, jak „Obcy w szkole” powstał (a przy braku funduszy jest to projekt złożony, mimo że film trwa piętnaście minut) musiałem – nie pierwszy już raz- myśleć strategicznie i delegować zadania. Ale tego właśnie uczę się od lat. Można się z tego śmiać, ale rozpocząłem edukację w tej dziedzinie już w dzieciństwie, kiedy byłem przywódcą, zawierałem sojusze, koalicje, rozdzielałem zadania, prowadziłem notatki, rozdawałem tytuły i przywileje. Właściwie czasy podwórka i piaskownicy odcisnęły silne piętno na moim CV i powinny zostać tam wpisane.

 

  W trakcie roku szkolnego praca nad filmem posuwała się powoli do przodu. Czasem pojedyncze ujęcie kręciliśmy przez kilka godzin. Częste jednak były wypadki, kiedy na sfilmowanie czegokolwiek dane nam były tylko minuty. Statyści „z łapanki” musieli się spieszyć na autobus, kiedy indziej ktoś nas wypraszał z sali. Czasem brakowało przedłużaczy, patrzono na mnie jak na idiotę. Normalka.

 

  Filmowanie odebrało mi też część czasu, który mogłem spędzać tworząc obrazy i promując swoją malarską twórczość (przypominam, jestem malarzem, zresztą– o ile ma to znacznie- z doktoratem w tej dziedzinie). Pojawiły się różne głosy, część krytycznych dla mojej nowej inicjatywy czy szerokich zainteresowań w ogóle. „Nie wiesz chyba, czego chcesz” - mówili. Sądzę, że na wcześniejszym etapie mojego malarskiego rozwoju „oddalanie się od sztalugi” na dłuższy czas, dystrakcja, byłoby rzeczywiście niewskazane. Doszedłem jednak do pewnego momentu malowania, na którym -jak sądzę- niewiele już mogę poprawić, nie wiele dodać (co nie znaczy że nie mogę rozwijać się jako malarz). Wyjściem jest znalezienie innych rodzajów wizualnego wyrazu by wrócić do malarstwa ze świeżą głową i tworzyć już zupełnie inne obrazy. Z drugiej strony, doświadczenie malarskie stało się czymś nieocenionym przy powrocie do moich dawniejszych zainteresowań - filmu. Malarz wciąż obserwuje rzeczywistość, komponuje przestrzeń, ustawia proporcje jasności i cienia, buduje kolor. Nabiera więc doświadczenia, które (uzupełnione o pewne właściwości filmowego medium) przekłada się na pracę z kamerą i światłem.

 

  Był czas, kiedy chciałem zostać filmowcem. Oglądałem nieraz dwa – trzy filmy dziennie, przede wszystkim klasyki. Czytałem mnóstwo książek. Chadzałem z kamerą. Zapełniałem kasety dokumentalnymi ujęciami. Nakręciłem niezależny film, który został pokazany na prestiżowym międzynarodowym festiwalu w Ameryce. Jednak nie byłem z niego zadowolony. No, może z wielu ujęć – tak (zresztą bardzo mocno nad większością z nich pracowaliśmy), ale już nie z całości czy sposobu w jaki wszystko zmontowałem. W dodatku mój debiut wyrósł na gruncie ostrego konfliktu, który otarł się nawet o prawników w USA. Gdy nieco później „ścigano” mnie telefonicznie z propozycją prowadzenia wykładów w Toronto, ja już miałem poczucie klęski w dziedzinie filmu. Stałem się też zdeklarowanym malarzem. Odmówiłem.

 

  Oglądając powstające ujęcia do „Obcego”, Ania cały czas powtarzała, że stworzę coś, co wielu rzuci na kolana. Na wszelki wypadek dążyłem do tego, żeby na planie realizować każdy dobry pomysł, jaki mi przychodził do głowy. A to wcisnąłem gdzieś dodatkowe światło, a to dodałem kwestię czy nakręciłem raz jeszcze w miarę już dobrze sfilmowaną scenę. (Oczywiście nie osiągnąłem upragnionych stu procent perfekcji i spełnienia). Założyłem sobie też, że kiedy nie wiem jak coś zrobić, zrobię to po swojemu, tak jak podpowiada mi intuicja i jak mi się będzie podobało. Chwilami oznaczało to bycie nieczułym na sugestie.

 

  Montaż chwilami przypominał tkanie dywanu. Jest to jedna z tych czynności, w której trudno o automatyzację. Przypomina prace z początku dziewiętnastego wieku lub z dawniejszych jeszcze lat. Ręcznie, mozolnie, ziarenko po ziarenku, łopata po łopacie, nitka po nitce. Musiałem się pozbyć nawyków dotyczących względnej szybkości z jaką zwykle pracuję. Była to więc zupełnie nowy rodzaj stymulacji dla umysłu. Film pozwala mi zresztą na lepsze, niż w przypadku malarstwa, wykorzystanie umiejętności ścisłego, analitycznego i technicznego myślenia, którym – w gruncie rzeczy – jestem przesiąknięty od kołyski. Ekscytujące bywały momenty, kiedy sklejenie ujęć, dodanie odgłosów tła, muzyki, korekta barwna, sprawiały, że to wszystko nagle stawało się filmem, jedną całością, wrażeniem rzeczywistości. Działała magia kina, które też ujawniało przede mną ogromny potencjał manipulacji przekazem i emocjami widza.

 

  Końcowy etap montażu (wraz z udźwiękowieniem, nagraniem postsynchronów, efektów dźwiękowych, dodania muzyki, korektą barwna) pochłonęło chyba dwa miesiące. Skrzętnie odnotowałem godziny spędzone przy laptopie. A niestety laptop był trochę zbyt wolny, monitor miał niewystarczający, a (legalny skądinąd) program do montażu nie posiadał koniecznych przy korekcie barwnej instrumentów pomiaru. Z Jankiem Tyszko (byłym uczniem, którego nieco wcześniej w szybkim tempie przygotowałem do egzaminów z rysunku i malarstwa na jednej z uczelni w Warszawie), nagrywaliśmy kroki, a także człapanie w czymś w rodzaju krochmalu oraz oddech. Później te dźwięki spreparowałem tworząc specyficzny rodzaj muzyki konkretnej. Następnie Janek zaangażował swojego kolegę, Marcina Jacaka, który w rekordowym czasie i bardzo sumiennie przygotował kilka utworów muzycznych. Miałem pewne opory przed nieznanym mi muzykiem, ale – trzeba przyznać- utwory bardzo wiele dały filmowi. Wracając do Janka, jest on też autorem graficznej animowanej czołówki wykorzystanej w filmie.

 

  W montażu posiliłem się ujęciami archiwalnymi autorstwa taty głównego aktora, z małym Andrzejkiem na rowerku. Kiedyś Andrzej pokazywał mi je, a ja powiedziałem – wiesz co, może ja bym je wkleił do filmu? Tak też się stało. W tle słychać zarówno głos taty jak i mamy mojego byłego ucznia, która po rosyjsku ostrzega synka przed drzewem w ogrodzie, które mały Obcy-rowerzysta ma na swojej drodze. Bo w naszym aktorze tkwią dwie dusze dwóch narodów: polska po tacie i rosyjska po mamie. Andrzej zna rosyjski, co roku na wakacje jedzie też w okolice Rostowa nad Donem, do dziadków i do rodziny. Dużo pisał o swoich podróżach (w internecie dostępne jest jeszcze w wydawanym przez naszą szkolną grupę i redagowaną przez wspomnianą Olę pismo „Grafomania”). Na mnie spore wrażenie wywarła jego rozmowa z babcią, która w okolicach wsi Prochorowka stała się mimowolnym świadkiem największej bitwy pancernej nie tylko w okresie Drugiej Wojny Światowej.

 

  Kilka słów o filmowych inspiracjach. Materiał archiwalny pojawia się na początku filmu. Takie rozwiązanie przyjął w filmie „Zwierciadło” Andriej Tarkowski, ponoć po wielu nerwach i poszukiwaniach przez montażystkę, gdzie wcisnąć niepasujący nigdzie fragment. Wejście do szkoły – widok na same tylko nogi, inspirowany był z kolei Robertem Bresonem i jego filmem „Ucieczka Więźnia”. U tego reżysera wielkie wrażenie robi asceza środków, w tym – ruchów kamery. Poza tym w filmach Bresona występowali wyłącznie nie aktorzy, którzy... nie wiele się odzywali. Scena „lotu” przez korytarz to znów po części inspiracja Tarkowskim i „sceną kolejową” ze Stalkera. Nawet podkład dźwiękowy wyszedł podobnie – w „Obcym są to moje efekty dźwiękowe połączone z muzyką Marcina. (Chociaż wykorzystanie platformy w tym ujęciu podsunął mi uczeń ALA, Damian Kowalczyk inspirowany kinem akcji.) Ujęcie lotu kończy elektroniczna plansza z nieco niestety słabo widocznym komunikatem o stawonogach – to wpływ „Do utraty tchu”, a więc debiut Jean Luc Godarda. Potem znów inspiracje „Stalkerem” ale również kolorowymi zdjęciami Idziaka czy tymi z serialu „CSI: Miami”. Doszedłem bowiem do wniosku, że z moim doświadczeniem malarskim poradzę sobie z doborem barw. Przystąpiłem do dzieła z maksymą „jak nie wiesz jak, to rób po swojemu”. Potem następuje oczywiste nawiązanie do „Obcego” Ridleya Scotta (to już trochę inne kino). Wreszcie – nieco bardziej telewizyjne ujęcia.

 

  Być może jest to lekkim zaskoczeniem dla czytelnika, że licealny projekt ma tak „wysokie” inspiracje. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak dziwna jest ta sytuacja. Lekki temat i gatunek naszej pracy jednak nie wyklucza poważniejszych tonów. Przez obraz, niedopowiedzenia, ciszę, odpowiednią grę nastrój „Obcego” epatuje smutkiem, bezradnością wobec mijającego czasu (wspomnienia dzieciństwa), bliżej nieokreśloną tęsknotą. Motywacja głównego bohatera i konsekwencje jego czynów nie są tu istotne, toteż nie wszystko jest dopowiedziane. Mam nadzieję, że film skłoni do pewnej zadumy, przypomni, że czasem każdy z nas czuje się trochę obco i trochę niepewnie, mimo że wszyscy jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobni. Mam też nadzieję, że uda mi się przekazać dziwną właściwość życia samego w sobie, które często jest jak sos słodko-kwaśny, a wielu tragediach odnajdujemy odrobinę komedii i na odwrót.

 

  Koniec pracy nadszedł dość niespodziewanie. Cały dzień trwało wrzucanie filmu na portal internetowy. No to mi się oberwie – pomyślałem. W trakcie montażu, pracując niemal za darmo i w wielkiej niepewności, straciłem chyba resztki wiary i szacunku do siebie. Wciąż narzekałem i byłem przybity. Jednak reakcja odbiorców była właśnie taka, jaką Ania przepowiadała. Jeszcze przed internetową premierą oświadczyła, że jest ze mnie dumna. Czy to nie najważniejsze?

 

  Wkład wielu osób był mniejszy lub większy i trudno to wszystkich wymienić, żeby kogoś nie pominąć. Dziękuję Wam! Do zobaczenia na festiwalach...

 


  artysta zaściankowy
  Bartosz Milewski


http://www.youtube.com/watch?v=uBvVJ0NfcMw

 


Podziel się
oceń
3
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  167 954  

następny tekst już za:

O moim bloogu

Odsłona literacko-tekściarska Artystów Zaściankowych. O kraju, obyczajach, architekturze, sztuce, a także najnowsze wieści dotyczące działalności grupy. Grupa Artyści Zaściankowi zawiązana z...

więcej...

Odsłona literacko-tekściarska Artystów Zaściankowych. O kraju, obyczajach, architekturze, sztuce, a także najnowsze wieści dotyczące działalności grupy. Grupa Artyści Zaściankowi zawiązana została w marcu 2007 roku przez dwóch studentów krakowskiej ASP, Bartosza Milewskiego i Karola Wilka. Jej skład ulega zmianom. W kręgu ich zainteresowań znajdują się: malarstwo, fotografia, video i inne.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Lubię to

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 167954
Wpisy
  • liczba: 189
  • komentarze: 858
Bloog istnieje od: 3777 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl